Spróbujmy na chwilę zapomnieć o emocjach wokół ustawy o OZE oraz o rywalizacji pomiędzy różnymi sektorami energetycznymi.* Skupmy się na prawdopodobnych scenariuszach rozwoju krajowej branży wiatrowej widzianej przez pryzmat zagadnień środowiskowych. Wydaje się, że bez względu na poziomy wsparcia, koncerny energetyczne zorientowane na dywersyfikację mocy wytwórczych ciągle będą flirtować z wiatrem nad Wisłą. Obserwowany dzisiaj trend zmniejszonego zainteresowania rynkiem polskim wśród pojedynczych korporacji zagranicznych, skutkować może zmniejszeniem konkurencji w rywalizacji o przyłącze. Większe perturbacje dotkną grupę mniejszych inwestorów (tutaj nie zaliczam przydomowych instalacji, których liczba powinna rosnąć). Kwestie około polityczne mogą spowodować migrację „jednoturbinowców” do grona miłośników fotowoltaiki.

W konsekwencji tego, co chyba jest intencją administracji, realizować się będzie mniej ale za to większych, profesjonalnych projektów wiatrowych. Może być to pozytywnym aspektem bieżących zmian. Globalnie takie rozwiązanie będzie z całą pewnością korzystniejsze dla środowiska (dla krajobrazu czy np. dla ornitofauny). Niemniej jednak przed nami szereg wyzwań. Główne związane są ze stale kurczącymi się obszarami, na których możliwy jest rozwój energetyki wiatrowej. Siłą rzeczy uruchamiane projekty coraz częściej będą lokalizowane w na terenach wymagających pogłębionej oceny (np. rozszerzonej ścieżki monitoringu ornitologicznego czy dłużej procedowanych kwestii społecznych). Problem lokalizacyjny pogłębiany być może obecnymi wymaganiami urzędów opiniujących. Większość RDOŚ, co zrozumiałe, oczekuje analizy oddziaływania wnioskowanej inwestycji wraz z innymi sąsiednimi tego typu. Kontrowersje budzi natomiast fakt, że uwzględniać należy wszystkie planowane inwestycje (a za planowaną uważa się już tą, dla której złożono wniosek o wydanie decyzji środowiskowej !). Taka przezorność prowadzi niejednokrotnie do konieczność uwzględniania w procesie oceny oddziaływania na środowisko sąsiednich projektów, których rozwój został porzucony (np. ze względu na zagospodarowanie przestrzenne, kwestie własnościowe czy problemy z przyłączem) lub projektów z DŚ, których dalszy los nie jest znany. Taka interpretacja daje też, niestety, przestrzeń do nadużyć. Fikcyjny wniosek konkurencji o wydanie decyzji środowiskowej na będącą przedmiotem blefu farmę wiatrową może napsuć krwi niejednemu inwestorowi. Sytuacją optymalną byłoby uwzględnianie podczas oceny oddziaływania skumulowanego wszystkich projektów sąsiednich, dla których wydano wcześniej decyzje środowiskowe. Choć nie jest to też scenariusz idealny, ponieważ jak pokazują statystyki nie wszystkie projekty posiadające DŚ doczekają się realizacji (przeszkodą może być np. brak kupca po negatywnej rekomendacji w due diligence). Stąd też z jednej strony prośba do organów uzgadniających o pochylenie się nad kwestią oddziaływania skumulowanego. Z drugiej natomiast oczywisty apel do inwestorów o inwentaryzację i anulowanie wszczętych procedur dla projektów, które na pewno nie mają szansy realizacji.

Wydaje się, że rynek energetyki wiatrowej wchodzi w kolejną fazę. Fazę rynku dojrzałego , w którym dominować będzie specjalizacja i profesjonalizacja. Tendencja ta obejmie zarówno inwestorów/wytwórców energii elektrycznej jak i otoczenie świadczące usługi na rzecz sektora.

 

*Nie uwzględniono lobbowanych przez niektóre środowiska, minimalnych odległości farm wiatrowych od najbliższych zabudowań (na sztywno zdefiniowanym poziomie min. 3km). Wtedy pozostanie już chyba tylko offshore… a mieliśmy odłożyć politykę na bok.

Zapraszamy do dyskusji na profilu Ambiens na facebooku

Categories: